Ch… Pan Domu, akt kolejny

Dostałem dobry przepis na pizzę i chcę wypróbować. Pierwsza próba wypadła dobrze, ale wszyscy byli zdania, że sos troszkę za mało wyrazisty i następnym razem warto dodać czegoś ostrego. Przygotowując pizzę tym razem, dodałem do sosu nieco pieprzu cayenne. Odstawiam sos, żeby składniki się „przegryzły”. Przychodzi Lady M. Zagląda do kuchni, co tak ładnie pachnie. Chwilę potem wpada Lady K. Też zagląda do kuchni. Biorę się za przygotowanie pizzy. Wkładam do piekarnika, a wtedy Lady K. mówi: „Dosypałam do sosu łyżeczkę chili, żeby było ostrzejsze, bo na pewno zapomniałeś”. W tym momencie Lady M. blednie i mówi, że też dosypała łyżeczkę pieprzu ziołowego. Ostatecznie jednak pizza wyszła bardzo pyszna, pomijając nagłe zwiększenie zapotrzebowania na zimną wodę. Nie dotyczy to Lady K., która posypała swoją część proszkowaną papryką ostrą.

Brawa, światła, kurtyna.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Z życia wzięte i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *