V jak Vendetta – wolność dla wszystkich

V for Vendetta

USA, Niemcy, Wielka Brytania 2005
Scenariusz: Lana i Andy Wachowscy, Alan Moore
Reżyseria: James McTeigue

Czasami bywa tak, że człowiek chciałby napisać o jakimś ważnym i lubianym przez siebie filmie, a tu okazuje się, że wszyscy go znają i zapewne już opisali na setki sposobów. Ale w przypadku „V jak Vendetta” jest inaczej – wielu ludzi film zna, ale chyba nie do końca rozumie; głównie dlatego, że nie znają komiksu będącego podstawą dzieła. Dzisiaj bowiem maska używana przez V stała się symbolem oporu przeciw niesprawiedliwej władzy i inwigilacji. Ale czy rzeczywiście? Czy V był wojownikiem o wolność, jak chcąc go widzieć niektórzy, czy raczej niebezpiecznym wywrotowcem, który chciał zniszczyć kruchy porządek i zniszczyć system surowy, ale jedyny, jaki daje szansę przetrwania w trudnych czasach? A może prawda leży – jak to bywa – pośrodku?

Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Filmy | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

Czytanie książek – co za wstyd!

Dożyliśmy czasów, kiedy czytanie książek stało się – zdaniem niektórych – powodem do wstydu i kompletną stratą czasu. Dotyczy to zresztą nie tylko czytania, ale posiadania zainteresowań w ogóle.

Wczoraj pod pewnym artykułem dotyczącym mało znanej, ale bardzo kosztownej imprezy sportowej wdałem się w dyskusję z niewidzianą jakiś czas znajomą. Zaczęło się od tego, że napisała ona, że lepiej jest wydawać pieniądze na takie imprezy niż trwonić je (sic!) na książki albo Wondercon (dla niewtajemniczonych: niewielki konwent fanów komiksów). To miał być taki mały przytyk do mnie.

Śmieszne jest już to, że ona zupełnie na serio porównała ze sobą imprezę sportową, na którą miasto wyłożyło 300 mln zł z konwentem dla fanów anime, do którego miasto dołożyło ułamek promila tej sumy, w dodatku nie na tę konkretną imprezę, ale po prostu w ramach budżetu na działalność kulturalną. Śmieszne było też to, że znajoma ta zaczęła mówić o tym, jak ogromne spustoszenia robi zainteresowanie fantastyką. Chodziło z grubsza o to, że ludzie interesujący się SF nie mają kontaktu z rzeczywistością. Jej zdaniem szkoda to wielka, że dzieci dzisiaj tracą czas i pieniądze na takie rzeczy. Zapytałem tej znajomej, czy jej zdaniem taką samą głupotą jest czytanie książek w ogóle. Odpowiedź wklejam w całości:

Oczywiście! To wstyd żeby dorośli ludzie tracili czas w ten sposób, i jeszcze chcą żeby ich dzieci czytały. W ten sposób dzieci uciekają w wymyślony świat zamiast wyjść na dwór, uprawiać sport i żyć naprawdę.

Tak, osoba ta zupełnie serio stwierdziła, że czytanie to kompletna strata czasu.

Jak wspomniałem, dyskusja toczyła się pod pewnym artykułem. Najgorsze było więc to, że zauważyłem, że jej wypowiedzi cieszą się poparciem. Pojawiły się też inne komentarze. Ich autorzy podkreślali z dumą wręcz, że sami nie przeczytali od czasów szkolnych ani jednej książki, bo nie będą więcej czasu tracić na takie głupoty.

Jak czytam coś takiego, to przyznam, że tracę zdolność do dyskusji. Jak ja mam takiemu człowiekowi wytłumaczyć, że czytanie to dobra rzecz, że pozwala rozwijać wyobraźnię, która w znacznej mierze pomaga nam radzić sobie z problemami świata rzeczywistego, że z książek można się wiele nauczyć… Rozumiecie? Ja muszę dorosłym ludziom tłumaczyć, dlaczego warto czytać! I nie potrafię, bo dla mnie korzyści z czytania są tak oczywiste, że nie rozumiem, dlaczego w ogóle muszę to komuś tłumaczyć!

Zastanawia mnie też, skąd u takich ludzi bierze się pogląd, że osoby czytające książki muszą być wyobcowane, unikają ludzi i nie radzą sobie w życiu. Nie wiem też, skąd przekonanie, że czytelnik nie może być wysportowany. Ich zdaniem sportowcy w ogóle nie czytają czy jak? W dodatku, mam wrażenie, oni nie tylko czytanie książek, ale jakiekolwiek hobby traktują jak stratę czasu. Szkoda mi takich ludzi, naprawdę. W pewnym sensie oni się zabijają już za życia. Zastanawia mnie tylko, jak oni spędzają wolny czas. Czyżby stereotyp o człowieku wracającym z pracy, który resztę dnia spędza z piwem w ręku przed telewizorem i ogląda telenowele był jednak prawdziwy?

Aha, w razie czego wyjaśniam, że rozumiem fakt, że ktoś może nie czytać zbyt wiele bo nie ma czasu, bo książki drogie, a w bibliotece nic ciekawego nie ma (wiem, że wiele bibliotek, zwłaszcza w małych miejscowościach, cierpi na chroniczne niedoinwestowanie), albo że po prostu czytanie nie sprawia im przyjemności. Nie rozumiem tylko, jak to możliwe, żeby w ten sposób wypowiadać się o cudzym hobby. Gdyby to było coś zdrożnego, niezgodnego z prawem albo szkodliwego społecznie, to w porządku.

PS Znajoma, o której piszę, jest już po czterdziestce. Piszę o tym, żeby położyć kres stereotypowi, że to młodzi ludzie zarzucają czytanie.

PS2 Nawet moja kota wie, że warto czytać.

Moja kotka będąca żywym dowodem na to, że koty są mądrzejsze od większości ludzi

Zaszufladkowano do kategorii Z życia wzięte | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Alien Planet – wirtualna podróż na planetę Darwin 4

Alien Planet

USA 2005

Scenariusz: Steve Eder, Peter Crabbe

Reżyseria: Pierre le Lespinois

Jak wszyscy wiemy, Ziemia nie jest jedyną planetą we Wszechświecie. Mało kto jednak wie, że udowodniono istnienie aż 693 pozasłonecznych układów planetarnych! Na jednej jednej z planet, i to dość niedaleko od nas (zaledwie 6,5 roku świetlnego!) istnieją warunki, które prawdopodobnie pozwalają na powstanie życia opartego na związkach węgla – a więc takiego jak u nas. Siła ciążenia jest nieco słabsza, a atmosfera gęstsza, ale to niewielkie przeszkody. Po dokładniejszych badaniach udowodniono, że istnieje tam życie. Precyzyjne pomiary wykazały obecność tlenu w atmosferze, co świadczy o istnieniu roślin. A skoro są tam rośliny, to… Te doniesienie sprawiły, że kraje z całego świata zjednoczyły wysiłki, by posłać tam statek z sondami badawczymi.

Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Filmy | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

Ciemny Kryształ – inny świat, inny czas

The Dark Crystal

USA, Wielka Brytania, 1982

Scenariusz: David Odell

Reżyseria: Jim Henson, Frank Oz

W innym świecie, w innych czasach, w erze Cudu istniała kraina rządzona przez mądrych Urskeksów. Ich moc skupiona była w świetlistym krysztale. Niestety, kierowane ciekawością istoty poddały się arogancji i pysze, uszkodziły klejnot, który stracił dobroczynną moc i zmienił się w Ciemny Kryształ. Urskeksowie zniknęli, a w ich miejsce pojawiły się dwie rasy: dobrzy i łagodni Mistycy oraz źli i okrutni Skeksowie. Dobro i Zło nie mogą jednak istnieć osobno – nastała więc era Chaosu: Świat umierał, Skeksowie polowali na wszystkie żywe istoty, by uczynić je niewolnikami, a Mistycy ukryli się w oczekiwaniu na odpowiednią chwilę. Istnieje bowiem przepowiednia głosząca, że po tysiącu lat rządów Skeksów, kiedy nastąpi koniunkcja trzech słońc, istota zwana Gelflingiem naprawi kryształ. Jeśli nie – ponure rządy Skeksów będą trwały po kres czasu. Skeksowie pilnują Ciemnego Kryształu i mordują wszystkich Gelflingów, wiedząc, że jego naprawienie będzie oznaczać ich koniec.

Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Filmy | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Pizza i szarlotka, czyli ch… pan domu, akt kolejny

Zaprosiłem trzy osoby na wieczór. Dostosowując się do ogólnego życzenia, przygotowuję ciasto. Skromne, bo szarlotka na biszkopcie, ale za to z domowej roboty konfitury jabłkowej. Wszystko ładnie, tylko że konfitura zrobiła się rzadka i istnieje obawa, że wsiąknie w ciasto. Wpadamy na pomysł, by zmieszać ją z galaretką. Robię galaretkę, a po ostygnięciu dodaję do niej jabłka. Po upieczeniu ciasta chcę dodać galaretkę, ale w mieszkaniu jest tak ciepło, że nie chce stężeć. Wstawiam galaretkę z jabłkami do lodówki. Po pewnym czasie tężeje na tyle, że ostrożnie mogę wylać na ciasto. Wkładam całość do lodówki.

Czyniąc zadość innemu życzeniu, robię też pizzę. Jako że każda z osób ma inne wymagania co do dodatków, próbuję to ugrać na jednym cieście, ale boję się, że coś nie wyjdzie. Lady M. wpada na pomysł, żeby wstawić jakieś przegródki. Bierz bilety kolejowe (które kolekcjonuje, żeby pod koniec roku podliczyć ilość kilometrów) i za ich pomocą robi przegródki. Każdą część udaje się przyrządzić wedle upodobania. Dopiero po ułożeniu składników zauważam, że przegródki nie są równej wielkości – jedna jest prawie dwa razy większa od pozostałych. Lady M. tłumaczy, że to z powodu jej nadludzkiej przemiany materii.

Wieczór. Lady M. wkłada pizzę do pieca, ja zabawiam gości. Po kwadransie wyjmuję pizzę z pieca i stwierdzam, że nadal tkwią w niej bilety kolejowe, które również ładnie się upiekły. Wyjmujemy bilety i, nikomu nic nie mówiąc, podajemy pizzę. Po obiedzie idę po szarlotkę. Otwieram lodówkę i widzę, że wszystkie półki są w galaretce, której znaczna część wyciekła. Podaję szarlotkę. Na pytania, co się stało z galaretką, przynoszę półki z lodówki i mówię, że można sobie zeskrobać.

Brawa, światła, kurtyna.

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz